Kotek Maurycy
Mały kotek Maurycy, był uroczym maluchem. Miał piękne, miękkie, rude futerko i śliczne, czarne wąsy. Bardzo lubił bawić się ze swoimi kolegami w przedszkolu w grę „Kto pierwszy złapie myszkę”. Był świetny w tej zabawie. Uwielbiał spacerować i odkrywać nowe miejsca w pięknym lesie, nieopodal domu.
Niestety, pewnego dnia, okazało się, że malec ma problemy z prawą łapką, nie rosła ona w takim tempie jak pozostałe. Bolała go i przeszkadzała w wędrówkach. Mama Monika bardzo martwiła się o swojego kochanego synka i udała się z nim do lekarza. Maurycy bardzo lubił chodzić do doktora Beniamina, ponieważ po każdej wizycie otrzymywał kolorowe naklejki z napisem „Dzielny Pacjent”.
Tego dnia jednak okazało się, że kotek będzie musiał dostawać codziennie zastrzyki w chorą łapkę, a ponieważ bał się strzykawek, szybko uciekł z gabinetu.
Mama Maurycego doskonale wiedziała, że nie ma innego wyjścia i następnego dnia zaprosiła kolegów kotka na popołudniowe zabawy.
Kupiła duży biały fartuch i zabawkowy zestaw lekarza. Chłopcy od razu rzucili się do zabawy. Każdy z nich chciał być lekarzem i wymyślali różne choroby. Maurycy, gdy zobaczył strzykawki nie chciał się bawić, lecz gdy zauważył jak jego koledzy dobrze się bawią zrozumiał, że strzykawki nie są takie straszne.
Po chwili to on był lekarzem i robił zastrzyki ze szczepionkami. Jego strach znikł. Przekonał się, że strzykawki nie są takie złe i zrozumiał, że tak będzie dla niego lepiej.
W piątek był umówiony na pierwszy zastrzyk. Jego ulubiony kolega poszedł z nim podtrzymać go na duchu. Maurycy dzielnie usiadł na fotelu i poczuł, że zastrzyk nie bolał a wręcz pomógł pokonać ból.
Był szczęśliwy, a mama była z niego bardzo dumna. Powiedziała, że go bardzo kocha.
Łapa Maurycego, po kilku zastrzykach doszła do siebie. Malec był szczęśliwy i zdrowy. Mama w nagrodę zabrała go na wędrówkę po parku.


