Księżniczka Ewunia i jej zaczarowany pierścionek
W Koralowie było bardzo pięknie i kolorowo. Czas tam płynął wolno i spokojnie. Ludzie tam żyjący bardzo dobrze się znali i szanowali. Za miastem na zielonej polanie stał piękny jasny i duży zamek. Zamek był naprawdę ogromny, a w około niego płynął mały, lazurowy strumyczek. W tym pięknym zamku z wieżyczkami i dużymi balkonami żyła sobie dziewczynka o imieniu Ewunia. Miała ona mamę i tatę, którzy bardzo ją kochali. Ewunia zachowywała się bardzo grzecznie, z gracją i elegancją dlatego rodzice nazywali ją księżniczką. Tata dziewczynki pracował w ogrodzie – kosił trawę, podlewał kwiatki i przycinał żywopłot, a mama była kucharką – gotowała smaczne dania, zmywała naczynia i piekła ciasteczka. Mama dla Ewuni szyła piękne kolorowe stroje. Ewunia zawsze marzyła o pięknej sukni do ziemi z cekinami, ponieważ kochała wszystko co się świeci. Dziewczynka miała mieć niedługo swoje urodziny, więc mama pomyślała, że zrobi jej piękny prezent i uszyje córeczce wymarzoną sukienkę.
Ewunia miała długie jasne włosy, mały nosek i piękne niebieskie oczka, które zawsze lśniły. Dziewczynka była bardzo radosna i uśmiechnięta. Zawszę lubiła bawić się na zielonym mostku i wrzucać do strumyczka małe świecące kamyczki. Nagle zobaczyła przy brzegu, że coś mocniej się świeci. Jakby mrugało do niej i zachęcało by to podniosła. Podeszła więc bliżej i zobaczyła, że to śliczny pierścionek. Jeszcze wtedy nie wiedziała jaką on ma magiczną moc.
Pewnego dnia gdy zbliżały się urodziny dziewczynki mama chciała zrobić tort i smakołyki dla Ewuni i jej gości. W przygotowaniach do wielkiego święta zapomniała jednak kupić czekolady by polać truskawkowy tort. Poprosiła swoją córeczkę by poszła do miasta i kupiła polewę czekoladową. Dziewczynka chętnie się zgodziła. Ucieszona pobiegła szybciutko sama do miasta, by kupić czekoladę i jak najszybciej przynieść ją swojej mamie i dokończyć razem z nią przygotowania.
Dotarła do miasta i gdy szła wąską drogą do najlepszego sklepu ze słodkościami spotkała ludzi, którzy wskazywali na nią palcami i szeptali na jej temat. Dziewczynka poczuła się bardzo źle. Było jej naprawdę smutno. Pomyślała, że nie będzie się przejmować jakimiś ludźmi, którzy wcale jej nie znają. Stwierdziła, że ktoś ją z kimś pomylił. Wreszcie dotarła do sklepu. Kupiła pyszną polewę czekoladową i wyszła. W drzwiach minęła się z bardzo niemiłym panem, który powiedział:
- O to ta, adoptowana…
Dziewczynka nie rozumiała co się dzieje. Dlaczego ludzie dziwnie na nią patrzą. Dlaczego każdy tajemniczo się uśmiecha. Pobiegła szybciutko do domu, zamknęła się w swoim pokoiku i płakała cichutko by nikt jej nie usłyszał. Łzy spływały jej delikatnie po policzku, a jedna spadła akurat na maleńki pierścionek. Wtedy Ewunia zobaczyła, że pierścionek oddaje dziwną jasność. Nagle pierścionek otwiera się i… Dziewczynka była zaskoczona, nie mogła uwierzyć w to co widzi… Z pierścionka wyglądała mała wróżka. Miała ona piękne skrzydełka. Była taka maluteńka i delikatna. Dziewczynka wzięła ją leciutko do rączki by nie zrobić jej krzywdy. Wróżka zobaczyła, że dziewczynka ma łzy na policzkach i zapytała:
- Czemu płaczesz księżniczko?
- Płaczę, bo każdy się ze mnie śmieje, pokazują na mnie palcami, szepczą za plecami na mój temat i dziwnie się na mnie patrzą. Wykrzykują, że jestem jakaś adoptowana a ja nie wiem co to znaczy.
Wróżka powiedziała swoim magicznym głosem:
- Nie przejmuj się tym ludzie Cie nie znają, nie wiedzą jakie masz wspaniałe serduszko. A ja wiem jaka jesteś miła i dobra dla wszystkich.
Ewunia uśmiechnęła się do wróżki i otarła łezki ze swojego zaróżowionego policzka.
- No dobrze ale ja nadal nie wiem co to znaczy adoptowana… Czy to znaczy, że jestem jakaś chora, albo inna? A może coś ze mną jest nie tak? – zapytała dziewczynka.
- Nie z Tobą wszystko w porządku. Jesteś taką samą dziewczynką jak inne dzieci. Adoptowana to znaczy, że inna mamusia Cię urodziła, a inna mamusia się Tobą opiekuję.
Po schodach do pokoiku słychać mocne kroki.
- Schowaj się szybciutko do pierścionka, bo chyba moja mama idzie. – szepnęła dziewczynka
Wróżka szybko sfrunęła z małej rączki Ewuni i po chwili zniknęła. Z pokoju było słychać, że ktoś zbliża się do drzwi i puka w nie leciutko. Drzwi uchyliły się i mama Ewuni zobaczyła ją siedzącą w kąciku zasmuconą. Podeszła bliżej i zapytała:
- Córciu czemu się smucisz? Czy ktoś powiedział Ci coś przykrego?
- Tak mamusiu. Ludzie w mieście mnie wyśmiewali i powiedzieli, że jestem adoptowana. Czy to oznacza, że mam dwie mamusie? – dziewczynka spojrzała na mamę swoimi lśniącymi, zapłakanymi oczami.
- Kochanie opowiem Ci swoją historię: razem z tatą chcieliśmy by w naszym życiu pojawiła się właśnie taka córeczka jak Ty. Ale niestety życie nie dawało nam takiego szczęścia. Postanowiliśmy adoptować dziewczynkę. To znaczy, że pojawiłaś się na tym świecie nie od razu w naszej rodzinie. Gdy pierwszy raz z tatą Cię ujrzeliśmy od razu Cię pokochaliśmy i bardzo mocno chcieliśmy, żebyś to właśnie Ty była naszą córeczką. Dla nas nie było to ważne kto Cię urodził. Kochamy Cię mocno i cieszymy, że jesteś z nami. To my Cię wychowujemy i to my jesteśmy Twoimi rodzicami. A tymi ludźmi się nie przejmuj widocznie oni nie wiedzą co to znaczy. Jesteś naszą księżniczką i tylko naszą. – mama uśmiechnęła się spokojnie do dziewczynki.
- Masz rację mamo. Dziękuję, że mi to wytłumaczyłaś. Nie ważne skąd jestem naprawdę. Ważne, że teraz jestem z Wami, że jesteście moimi rodzicami i wiem, że kochacie mnie, a ja Was kocham. Cieszę się, że mieszkam właśnie tu w pięknym zamku i że mogę czuć się jak księżniczka.
Mama i Ewunia przytuliły się mocno. A dziewczynka wiedziała, że może zawsze liczyć na rodziców i o wszystkim z nimi porozmawiać. Wiedziała również, że ma magiczny pierścionek, który nigdy nie pozwoli jej się smucić.


